Blog > Komentarze do wpisu
Bike Maraton - Wrocław

W końcu zebrałem się i znalazłem czas aby trochę napisać o moim drugim maratonie w tym roku. Pogoda była ładna, spaliłem się troszkę na słońcu i ogólnie jakoś tak miło przebiegał cały ten maraton.

Na starcie byłem trochę wcześnej i dobrze bo sektory otworzyli koło 10.40 i mój M3 był stanowczo za krótki. Zresztą M2 był o 3 razy mniejszy niż było chętnych. Start opóźniony ze względu na ilość startujących...no ale ruszyliśmy. Polne drogi trochę kurzu i piasku. Jedzie się ok. Powoli zaczynam przebijać się do przudu. Z licznika nie schodzi 30 km/h. Jedzie się rewelacyjnie lekko. Trochę zakrętów, las, szuter i tak cały czas. Po 4 dniach cała trasa zlała mi się i nie pamiętam szczegółów. Na początku tętno skacze mi od 185 do 192, potem już równiutko 175-185 i tak do końca wyścigu. Narazie jak jadę to są tylko tasowania, staram się tylko wyprzedzać. Za chwilę jakiś bruk i zamek, asfalt i można przycisnąć bardziej. Potem były jakieś single i po prostu ręce opadają...korki....bo kałuża, bo błoto. Wiele straciłem na tych korkach. Nie wiem po co jechać na wyścig skoro zatrzymuję się przed byle kałużą. Czy po wyścigu od razu jadą na jakieś gale, uroczystości? Nie rozumiem tego. To samo przed koleinami. Piękny zjazd i od razu do góry...korek. Bo trzeba zejść z roweru. Po prostu brak słów. No, ale jadę dalej. Doganiają mnie jacyś dwaj koesie z Felta HH i jakieś 5 km jadę równo z nimi do nas dołącza jeszcze jeden zawodnik. Wpadamy na asfalt i tu rzeźnia. Mój błąd. Zamiast trzymać się z tyłu i nabierać sił jadąc w grupie odrywam się do następnej. Kto ogląda szosę wie, że takie ucieczki są natychmiast kasowane;) Ja zostaję w grupie do której dojechałem, a reszta zwiewa mi gdyż ja trochę opadam z sił. Już ich nie doganiam. Miałbym szansę gdyby nie flak jakiego złapałem. Na jakimś małym zjeździe między wiochami na kamieniach coś wali mi w tylny trójkąt i słychać wielkie sssssssssssssssss. Powietrze ucieka w parę sekund. Obracam koło, a tam stary wygięty gwóźdź o średnicy 1 cm:( schodzę na bok i męczę się, bo inaczej nie można tego nazwać ze zmianą gumy. Mija jakieś 10-15 minut i jestem znowu na siodełku. Psychicznie zrezygnowany i z duszą w kieszonce na plecach. Oby dojechać i nie złapać jeszcze 1 gumy. Jak na złość kasuje mi się licznik na tym postoju. Minęło jakieś 30 km do końca 23. Jadę, ale zwątpienie odbiera mi siły. Po kilku km staję w pedały i znowu gonię do przodu mijam M6, kobiety i dzieci i wiem, że jestem daleko:( Nie wspomniałem, ale to pod Wieżycę był piękny podjazd, ale ja niestety pokonałem go z buta, bo oczywiście korek. Jako jeden z niewielu zjechałem też stamtąd.... Zaczęły się już oznakowania trasy 10km do mety więc już bardziej spokojnie jadę w końcu jakby coś to podejdę;) Od jakiegoś 5km jadę z jakimś zawodnikiem koło w koło. O mało co a razem byśmy leżeli przeze mnie, bo zagapiłem się i jechałem prosto , a on skręcał. Potem jeszcze jedno spotkanie, bo wjechał mi na koło i wyrzuciło go trochę w bok. Dojechał do mnie i na ostatniej prostej atakuję i nie wiem ale wydaje mi się że wyprzedza mnie o cień szprychy;) Na koniec piątka za wspólną jazdę i do bufetu;) Zmęczony i cały brudny staram się odpocząć. nawet nie chce mi się stać przy tablicy wyników więc jadę do domu.

2.29 open 513/M3 165...gdyby nie ta guma byłaby pierwsza 100:( No ale nic to dopiero początek sezonu. Nie wiem co jest nie tak, bo jedzie mi się znakomicie. Nie męczę się jak rok temu. Nogi mnie bolą znośnie, brak zadyszki, w gardle nie pali, a tu dość odległe miejsca. Dolsk 122, Wrocław 165. Może dystans, kategoria? Ciekawe jak pojechałbym mini. Mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej. Ogólnie maraton ok mimo tej gumy. Żeby nie było zbyt słodko to powiem, że organizacja ok, ale bufety to bida, bida i jeszcze raz bida. Rok temu brałem całą butelkę i jechałem dalej, a tu w bufecie 5 zawodników i kubki puste. Napełniałem bidon i zamiast podnieść 3-4 kubki wziąłem koło 15 większość pusta. Na mecie też załapałem się na 3 ostatnie banany. Woda i enervit w proszku... Z minusów to nie daje mi spokoju to zachowanie na trasie, kałuże - korki, koleina - korki, podjazd - korki. Najlepiej to jakby było tylko płasko, albo z góry. Asfalt i aby się nie ubrudzić. Pod tym względem nie podobał mi się pierwszy start na BM. Jutro Powerade Karpacz;))) Zdzieszowice 08.05 odpuszczam, a potem Złoty Stok. Już nie mogę się doczekać. Co do brudów jeszcze to wjechałem w taką kałużę, że od razu poczułem zimno na krzyżu, w butach, a moje żółto czarne Northweavy stały się tylko czarne;) Trasa sucha, ale rower miałem ubłocony jak po Piechowicach...poniżej. Dwie fotki z maratonu;)

piątek, 30 kwietnia 2010, kolarski

Polecane wpisy

statystyka button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl