Blog > Komentarze do wpisu
Dolsk - Powerade Marathon

Za mną pierwszy start i pierwsze przemyślenia...ale od początku. Do Dolska przyjechaliśmy około godziny 9.20 kolejka do biura zawodów niby na 20 minut, ale do środka weszliśmy koło 10.30. Start giga odbył się o 10.20 gdyż było zbyt wiele zawodników do obsłużenia. Z tego tytułu mega miało jechać o 11.20. Zadowolony z nr poszedłem się przebrać. Okazało się, że start jest o 11.10, a ja stoję na szarym końcu peletonu. Start wspólny więc mam na początek jakieś 2 minuty w plecy. W międzyczasie dociera do nas info o katastrofie samolotu i zgonie prezydenta i wielu innych ludzi więc nastroje takie sobie. Minuta ciszy i start.

Zimno jak diabli jakieś 5 stopni. Zaczynam przeciskać się przez tłum, rwane tępo, wąsko i powoli. Zanim się oglądam jest już rozjazd na mini. Ja skręcam na mega i wymijam kolejnych zawodników. Przez jakieś kilkanaście km mijam słabszych i gnam do przodu. Jedzie mi się dość gładko i równo. Pogoda tylko zmienna raz piękne słońce, a za chwilę grad, deszcz. Ubłocony i mokry staram się nie myśleć o pogodzie tylko o strategii gdzie mogę przyspieszyć, a gdzie odpuścić. Trasa piaszczysta, asfalt i lasy. Jak na pierwszy start akurat na rozgrzewkę. Tasuję się kilka km z innymi zawodnikami i wiem, że jadę w miarę równo. Na asfalcie gdzieś w połowie dystansu jakiś kolarz proponuje zmiany, ale po pierwszej nie daję rady i odpadam. Za kilka km mijam go i urywam. Kolejna współpraca układała się dość dobrze z jakimś długowłosym zawodnikiem po polnych drogach. Mijaliśmy się dobre 10-15km on nie odpuszczał, ani ja. W końcu na asfalcie chyba wypadł z rytmu bo został daleko w tyle. Mnie minęła dziewczyna której siadłem na kole, ale po kilku km odjechała...na szczęście tylko na parę metrów. Pokazała mi za to plecy na podjeździe asfaltowym, a ja padłem z sił. Jechałem i jechałem teraz już całkiem sam. W zasięgu wzroku daleeeko jechała jakaś dwójka. Szanse na dogonienie ich dostrzegłem jakieś 10 km przed końcem. Nie wiem, ale dostałem taiego kopa i motywacji, że stanąłem na pedały i z niewyobrażalną lekkością pomknąłem do przodu. Zachowałem rytm mimo polnej, dziurawej drogi. Wyprzedziłem dziewczynę jakiegoś kolegę i 3-4 kolejnych zawodników...nie gonili mnie;) Zostawiłem ich z tyłu. Mnie minęła za to jakaś szybka dwójka może z dystansu giga, bo jechali dość szybko, a wcześniej ich nie widziałem. Byłem w stanie ich dogonić, ale licznik pokazał mi 0 i zakończył na 64 km. Potem zobaczyłem, że jest zamoczony dlatego nie działa. Zamiast gonic skupiłem się na liczniku i wjechałem sam na metę.

122 miejsce nie zachwyca, ale to jak mi się jechało i cele jakie postawiłem sobie zostały osiągnięte. 2.56h i nie odczułem zmęczenia na końcu. Myślę, że ćwiczenia w domu przez zimę, ogólnorozwojówka i ciężary pomogły w tym, że nie odpadłem za szybko. Nie dokuczał mi ból pleców, nogi pedałowały rytmicznie i wszystko było ok. Już w niedzielę Bike Maraton we Wrocławiu. Mam nadzieję, że będzie pierwsza 70 w kategorii.

B.

wtorek, 13 kwietnia 2010, kolarski

Polecane wpisy

Komentarze
2010/04/15 13:50:01
"122 miejsce nie zachwyca, ale to jak mi się jechało i cele jakie postawiłem sobie zostały osiągnięte. 2.56h i nie odczułem zmęczenia na końcu." To znaczy, że były jeszcze rezerwy żeby przycisnąć :) Na mecie trzeba mieć rozerwane płuca i mieć tyle siły żeby samodzielnie zejść z roweru, więcej nie trzeba. Gratuluję ukończenia i życzę powodzenia na następnych maratonach.
statystyka button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl