Blog > Komentarze do wpisu
Dolsk Powerade Marathon

Drugi maraton 6 dni po Murowanej Goślinie. Drugi płaski. Dolsk pamiętam z poprzedniej edycji, gdzie pogoda dopisała wiosenno zimowa. To w Dolsku zmieniłem kategorię wiekową i dystans na mega;) Tym razem też było płasko, szybko tylko cieplej:) Na miejscu byłem sporo wcześniej więc poprażyłem się w słońcu trochę i zająłem pierwszy rząd w moim 3 sektorze;) Samopoczucie na starcie dość dobre. Ruszamy...

Wystartowałem razem z kolegą z teamu, ale już po jakiś 2 km mi odszedł jak się zakopałem i zwolniłem w piasku. Zacząłem więc gonitwę i jazdę na wyższych obrotach. Mam wrażenie, że jak startuję z sektora to pierwszą połowę wyścigu nikt mnie nie wyprzedza. Płasko, asfalt i tak na zmianę. Nie ma co tu pisać. Trasa przypominała mi się tak jak jechałem rok temu. Dolsk ma to do siebie, że jak na asfalcie, którego jest sporo km tutaj złapiesz pociąg to jest dobrze. Mi się udało być w grupie która się połączyła w spore 20 osób. Na licznikach po 40 km/h. Na czubie pracuje kilka osób reszta jedzie na krzywy ryj. Staram się też ciągnąć, ale bez wypalenia wszystkich sił, bo przed nami jeszcze połowa dystansu.Grupa się rwie trochę na szutrach, ale potem znowu na asfaltach jedziemy wszyscy. Kilku śmiałków próbuje uciekać, ale ja wiem jak to się kończy więc siedzę cicho i robię swoje. Ci kamikadze startują jak strzała po czym po 1km dopadamy go i zostawiamy w tyle. Zbliża się drugi bufet i każdy chyba zadaje sobie pytanie: zatrzymać się czy jechać dalej. Ja się zatrzymam nie dojadę już do nich, a nikt nie poczeka...jak nie zatrzymam się mogę nie dotrzymać im nogi i wysuszyć organizm...Ok ja staję mija mi jakieś 10 sek i ruszam dalej. Zanim dojdę ich minie pewnie z 10 minut może mniej, bo i zwolnili bo szuter i piach. Po jakimś czasie mam już ogon. Zwolnili na tyle, że dopadłem ich dość szybko. Przejście przez piach skutecznie rozrywa grupę i jadę tylko już z resztkami. Mijam zawodnika, którego poznałem na trasie w Murowanej i siada mi na kole. Wcześniej razem jechaliśmy cały czas w pociągu. Trochę opadam z sił i daję mu się wyprzedzić. Jedziemy razem jakiś czas ale na prostych mi odchodzi coraz dalej i dalej. Zakopuję się co jakiś czas w piachu zwalniam i opadam z sił. Już tylko widzę go na horyzoncie. No trudno odszedl mi. Licznik pokazuje bliskie 60 km więc zaczynam finisz. Tu już nic mnie nie zaskoczy, bo znam ten fragment trasy z tamtego roku kiedy cisnąłem ile się da, a licznik się zmoczył;) Widzę koszulkę teamową i mijam mojego kolegę. Wsiada mi na koło i się tak bujamy do mety. Prowadzi nas przez chwilę na zmianę ze mną jakiś koleś, który ma chyba pretensje, że za krótkie zmiany daję;) Przepraszam, ale ja już nie miałem siły...Wpadamy na metę i po makaron. Miły akcent to drożdżówki. Nie smakowałem i potem, żałowałem. Szybki prysznic i do domu. Podobno jestem w M3 144. No trudno rok temu byłem 122 w czasie 2,56. Teraz mam czas 2,16 i 144 dziwne...Po powrocie do domu sprawdzam wyniki...M3 44/open 137. Zapunktowałem też team więc jest ok. Czas 2.14 czyli 42 minuty szybciej niż rok temu. Po międzyczasach widzę, że słabłem i dałem się mijać o jakieś 10 miejsc open. W tej chwili po 2 startach jestem w kategorii M3 36. Jeśli ukończę cykl w pierwszej 50 to będzie sukces;)

Za 10 dni zaczynają się góry. Moja waga powoli idzie w dół. Profil trasy w Złotym Stoku jest taki ../\/\/\/\.. Mam uraz z zeszłego roku po tym maratonie, ale jestem dobrej myśli, że w tym roku poczuję czym jest nowa trasa.

Olałem start we Wrocławiu i tym samym z 3 sektora wylądowałem w 7 ;) Będzie sporo pracy w Zdzieszowicach na tym 6 km podjeździe, ale dam radę.

B.

środa, 20 kwietnia 2011, kolarski

Polecane wpisy

statystyka button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl