Kategorie: Wszystkie | inne sporty | kolarstwo
RSS
piątek, 11 lipca 2014
Ponad rok...

Tak to już ponad rok jak nie pisałem tutaj. Pewnie to zbieg okoliczności, że po ponad rocznej przerwie od pisania w głowie zaświtał mi pomysł na nowy blog;) 

MTB odpuściłem na dobre. Po co się spinać i jeździć na wyścigi skoro nie masz czasu trenować i nie przynosi ci to frajdy? W tamtym roku przejechałem chyba tylko dwa maratony, potem kontuzja i dałem sobie spokój. Odwiesiłem rower i teraz tylko jeżdżę z synem na przejażdżki po parku. Prawdę mówiąc szlag mnie trafiał jak musiałem reperować rower, dokręcać, smarować ogólnie dbać o sprzęt...Ręce upieprzone wiecznie od smaru, coś piszczy i zgrzyta...trzeba regulować etc. Dość. Nie ścigam się już. Wiem, że kiedyś wrócę do tego, ale to jeszcze nie ten czas. Może w M4. Tak jak w roku 1999 przeprowadzałem się ze Świdnicy do Wrocławia patrzyłem na oddalające się góry i myślałem, że już do nich nie wrócę, a jednak wróciłem.

Bieganie wyparło mtb z mojego życia. Totalnie mnie pochłonęło. Wiedząc, że w 2014 roku nie będzie mi dane przejechać całego sezonu mtb postanowiłem zmienić nieco dyscyplinę i  w ogóle nie zaczynać sezonu rowerowego. Bieganie było ze mną od zawsze. Gdzieś się czaiło od liceum już. To bliżej to dalej ale było. Nie potrzebuję tyle czasu na trening i to jest najważniejsze. Mogę biegać rano w nocy kiedykolwiek, bo treningi nie są tak długie. Właśnie o bieganiu chcę teraz pisać, ale nie tutaj. Na jakiejś innej platformie. Jak już będzie wszystko dograne podam adres. Nie wiem nawet czy ktoś jeszcze tu zagląda, ale podam na wszelki wypadek.

Jeśli chodzi jeszcze o polskie mtb...Jestem w sumie szczęściarzem, bo ominęła mnie nerwowa atmosfera jeśli chodzi o cykl mtbMarathon. Nie wiem gdzie zabłądziła ta ekipa, ale to nie jest to co było jeszcze kilka lat temu. Piszę tylko i wyłącznie o odczuciach jakie mam czytając forum. Jakieś dziwne zapisy, inne trasy, pętle na giga. Poziom chyba spadł...nie wiem, bo nie jeździłem teraz. Z tego co widzę, czytam i wnioskuję to ten cykl został zaniedbany. Z perspektywy czasu i kilku startach w biegach ulicznych muszę powiedzieć, że to co oferują maratony kolarskie w porównaniu do biegowych to jest przepaść. Kiedyś jeszcze u GG dostawało się skarpetki....Teraz chyba dostaje się tylko oznakowaną trasę. 

Życie idzie do przodu nie muszę tam jeździć przecież:) Nie dla pakietów startowych się ścigam, ale chciałem to napisać.

Może kiedyś wrócę z synem na jakieś trasy maratonów mtb, a może sprzedam rower i kupię górę butów biegowych...czas pokaże. Tymczasem żegnam się z czytelnikami tymi którzy tu zaglądali i tymi którzy tu trafią za jakiś czas. Adios;)

środa, 12 czerwca 2013
Zapomniany blog...

Kilka słów...Murowana za mną, Złoty Stok również, ale aby opisać trasy, przebieg itp potrzeba czasu, a ja go w tej chwili niestety nie mam:( Takie życie. Mało co trenuję, pogoda skutecznie odpycha mnie od pedałowania. Koledzy których objechałem na każdym wyścigu teraz pokazują mi plecy i czekają na mecie. Może się to zmieni, a może nie. Zobaczymy co przyniesie życie. Tymczasem żegnam się i mam nadzieję, że napiszę tu niebawem.

B.

07:41, kolarski
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Podsumowanie 2012 i plany...

Tak więc z miesięcznym poślizgiem trochę o zeszłorocznym ściganiu...

Nie było łatwo i wiedziałem o tym. Sezon 2012 przejeździłem tylko aby przejeździć minimum startów. Nie wykręciłem wyników i nie czerpalem radości z jazdy jak do tej pory...O zeszłym roku mogę zapomnieć, bo był po prostu kiepski. Wiem dlaczego i nie mam do siebie pretensji;) 

Ostatni wpis o Istebnej był w listopadzie i od tamtej pory sumiennie biegam i muszę powiedzieć, że mam mega motywację. Czy pada deszcz, śnieg czy -15 stopni za oknem ja ubieram się i biegam. Miałem co prawda problemy ze stawami, ale problem przeszedł jak zacząłem się pożądnie rozciągać przed bieganiem i pomógł mi też stabilizator. Staram się biegać 4 dni w tygodniu, ale czasem muszę odpuścic i podreperować zdrowie;) Mam nadzieję, że w połowie lutego zacznę robić jakieś km na rowerze. Jeśli chodzi o siłownie to odpuściłem, ale postaram się wprowadzić jakieś ćwiczenia aby nie zdychać na wyścigach. Waga skoczyła o jakieś 3kg....i nie chce spaść, a bieganie nie daje takich efektów jak rower.

Plany to priorytet oczywiście GG i sporadycznie Bikemaraton. Mam motywację, chęci i zapał i wiem, że w tym roku mogę pokazać się z lepszej strony niż w poprzednim. Dla ciekawskich dobrej lektury polecam książkę Scott Jurek -Jedz i biegaj. Bardzo lekka lektura opowiadająca historię ultramaratończyka, który jest weganem. Oczywiście obala mit, że aby wygrywać trzeba jeść mięso i rzeczy odzwierzęce. Sam wiem, że przechodząc w lipcu 2011 na weganizm mam o wiele więcej siły, chęci i nie męczę się tak jak kiedyś będąc wegetarianinem. No ale odbiegłem od tematu;) Do zobaczenia na starcie. Mam nadzieję, że będzie to start w Murowanej Goślinie.

B.

wtorek, 06 listopada 2012
Istebna - Powerade Marathon 2012

Tak na szybko...minął ponad miesiąc od ostatniego startu w Istebnej. Trochę się obawiałem czy ukończę i czy nie będę musiał jechac na ostatni start do Świeradowa, ale udało się. Przejechałem 7 maratonów z tego ukończyłem 6 więc plan wykonany.

Co do trasy to Istebna to moja ulubiona miejscówka. Tam po prostu jest przepięknie. Szlaki, zjazdy, podjazdy cała otoczka jest nie do podrobienia. Miałem ujechać swoje bez szarpania i aby zakończyć sezon i tak ruszyłem....Przez jakiś czas asfalt i trzymałem koło koledze, ale urwał mnie po jakiś 40 minutach wyścigu. Pierwszy trudniejszy zjazd zrobił się korek, ale na tyle było miejsca, że jechałem bokiem i udało się. Znowu podjazd i znowu zjazd i tak cała trasa. W tym roku udało się po skałach podjechać jeszcze dalej, ale widziałem, że pod koniec podjazdu już większość prowadziła. Pogoda była super jakieś 17 stopni i super widoczność. Jedziemy dalej. Trzymam tempo, bo jadę non stop z tymi samymi osobami. Przed nami podjazd po płytach...ehhh może w tym roku się uda? Głowa w kiere młynek i jedziemy, jedziemy iiiiiii jest udało się i to bez większego zmęczenia podjazd gdzie w ostatnim odcinku ma 22% nachylenia. Potem zdaje się mijam metę mini i podjazd na Ochodzitą. Bułka z masłem w tym roku, w pierwszym trochę trudu. Zjazd z niej to czysta przyjemność...rewelacja. Technika i prędkość. Potem już "za granicą" zjazdy na których się krzyczy i prędkości jakich nie osiąga się tak łatwo czyli zjazdy polanami. Tutaj bym poleciał przez kiere, ale zachowałem spokój i wyszedłem cało. Końcówka to tylko las, las i las. Jak przez całą trasę było sucho tak w lesie uwaliłem się jak świnka;) Wyjazd z lasu i myślałem, że nie będzie tego fragmentu, ale jest mega stromy asfalt w górę. Potem znowu las i znajome fragmenty korzenne...Wiem, że już za chwileczkę będzie koniec, że już prawie koniec i.....jeszcze jakiś mega podbieg po korzeniach, singlowy zjazd i masa ludzi.....już ciary na plecach, ale jak zwykle daję za wygraną, bo korzenie nie są dla mnie do zjechania. Czas na zjechanie=czas schodzenia. Zjechanie 100% niebezpieczeństwa, zejście 5%:) Nie lubię lecieć na twarz, ani łamać kości, nie wspomnę już o uszkodzeniach sprzętu... Wiem, zjechanie to dla niektórych punkt honoru, ale nie dla mnie:) Koniec jadąc na metę ze szczęścia, że to koniec sezonu unoszę ręcę do góry;) 

Ten sezon był ciężki, psychicznie i fizycznie byłem zamotany. Chciałem go już zakończyć i tak się stało. W Istebnej pojechałem 4.26 i w Open 280/477   M3 102/191. Wynik nawet znośny aczkolwiek jeździłem już o niebo lepiej.

Dziś zaczynam przygotowania biegowe do następnego sezonu. W tygodniu bieganie w weekend bieganie i jeśli aura pozwoli to rower. Mam nadzieję, że spalę zbędny tłuszcz i sumiennie przygotuję się do wyścigów w 2013 roku.

poniedziałek, 24 września 2012
Bike Maraton - Karpacz

Nie pamiętam już ile razy startowałem w Karpaczu, ale będzie coś koło 6 razy. Za każdym razem wiem, że będzie technicznie. Tak było i tym razem. Nie ukończyłem wyścigu w Mtbmarathon, ale dałem radę w Bikemaratonie;) Zapowiadano deszcz i zimno. Było koło 5-10 stopni i prawie czyste niebo. Pogoda dopisała w miarę....ja nie znoszę takiej aury, bo uwielbiam jak, żar leje się z nieba. Po Polanicy znowu wskoczyłem w 3 sektor. Start ze stadionu jak zawsze i prawie 5km asfaltem pod górę na rozjazd stawki. Potem w prawo w singiel i tu już nie ma wyprzedzania, ale są już pierwsze awarie. W las i trochę mokro, ale ma prawo być mokro, bo padało. Trochę techniki zjazdy i podjazdy i jest pierwszy bufet. Jedzie mi się znośnie chociaż czuję, że zwalniam, bo częściej niż zawsze biorą mnie spore grupki zawodników. Na podjazdach upał, a ja w 3 koszulkach można powiedzieć...zjazdy to katastrofa. Temperatura sięga 0 stopni i wiatr na klatkę...nic przyjemnego. Drugi bufet i podjazd na Dwa mosty. Tu mozolnie kręcę i nie spadam z roweru. Powtarzam jak mantrę "wszystko jest w Twojej głowie więc podjedziesz". Na początku jeszcze w przodu i tyłu ktoś jedzie potem sam w lecie ciemno, głucho i dosłownie ponuro. Szczyt jest w chmurze z której siąpi deszcz. Temperatura jest masakrycznie niska. Od czasu do czasu popijam lodowate picie. Jest zjazd! Mega szybki asfalt z dziurami i piachem. Potem ostro w prawo pod trzeci bufet. Młynek, tankowanie i zjazd do Chomontowej z max 56.1km/h przy zimnie i deszczu słaby pomysł;) Kolejny podjazd...już nie robi na mnie wrażenia znam go na pamięć więc leci szybko. Zjazd asfaltem i znowu zimnica. W głowie mi chodzi, że to już koniec, ale nie jeszcze techniczny zjazd po telewizorach i między nimi. To lubię, ale dla bezpieczeństwa czasami idę z buta. Jak już myślę, że meta....znowu wjeżdżam w las. To trasa chyba z jakiś 2 lat, bo kojarzę te odcinki. Gdy słyszę głos spikera wiem, że już Karpacz...zjazd ostatni po wielkich kamieniach, kocie łby asfalt i sprint na stadion. OPEN 163/245 M3 65/95  4.18h  Bez rewelacji. O taki zwykły wynik pod koniec stawki. Nie spodziewam się niczego już w tym sezonie i cieszę się, że nie spinam się i odpuszczam. Trasa była super, pogoda daleko od ok. Za tydzień Istebna i kończę sezon, bo ten wyjątkowo mi nie idzie.

B.

Bike Maraton - Polanica Zdrój

W Polanicy byłem raz na maratonie i pamiętam, że był to straszny lajcik. Tym razem było podobnie. Jako, że muszę nabić trochę startów dla teamu wybrałem się na ten wyścig po którym ze względów atmosferycznych zacząłem chorować. 

Było zimno koło 10 stopni. Ustawiłem się w 5 sektorze...tak spadłem po Szklarskiej i jedziemy. Prawdę mówiąc ta trasa jest tak banalna i nijaka, że nie ma w niej co opisywać. Nieco rywalizowałem z innymi, ponieważ zaraz po starcie gnałem do przodu i zobaczyłem koniec 3 sektora. To mój drugi maraton bez żeli i muszę powiedzieć, że nie jedzie mi się jakoś źle skoro mam na tyle pary aby dogonić 3 sektor. Bawię się w mijankę z innymi. Długie szutrowe, szerokie zjazdy i podjazdy jest gdzie jechać. Czasami siadam na kole, a czasami to ja dyktuję tempo. Ostatni zjazd na końcu dość techniczny gdzie nadrabiam straty i wpadam na metę. Pominę to, że najpierw w wynikach nie zostałem sklasyfikowany....Ostatecznie czas 3.16 przy prawie 60 km nie jest zły. Open 195/334 M3 85/126. Czyli lepiej niż Szklarska;) Było zimno widać, że idzie jesień. W niedzielę już lało mi się z nosa, ale to wynik jazdy "na krótko" 

Z obserwacji widać, że nie jestem przygotowany do tego sezonu. Jadę tyle ile mogę, ale o rywalizacji nie można powiedizeć. To nie to co rok temu i walka o każdą sekundę. Wiem, że ten sezon jest w plecy, ale to nie znaczy, że kolejny też taki będzie.

Tydzień po Polanicy jest Karpacz....

B

poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Bike Maraton - Szklarska Poręba

Pamiętam jak kilka lat temu byłem na Festiwalu Rowerowym w Szklarskiej. To bylo chyba w 2008 roku. Wtedy zdecydowałem, że chcę wrócić do ścigania i wtedy też był rozgrywany maraton. Teraz podpięty został pod Bikemaraton. Miałem już nie jeździć w tym cyklu, ale niestety trochę startów w Mtbmarathon uciekło mi i z braku laku trzeba jeździć BM. Organizacyjnie nie było źle. Nie stresowałem się na trasie idiotycznymi komentarzami itp...

Nieco o samej trasie. Start pod górę. Sektory puszczane niby co 5 minut...Ok niech będzie. Jestem w trzecim więc będzie w miarę luźno. No to jedziemy...Podjazd pokonuję na maxa, aby zająć dobrą pozycję, potem skręt w lewo i jedziemy płasko jakieś 10 km. Wszystko jadę z blatu. O dziwo nie męczy mnie ta jazda w takim progu.  Lekkie zjazdy i podjazdy. Wszystko szybko się dzieje. Techniczne sekcje z trzema !!! dla mnie mają miano ? poważnie ....No ale ok tu nie jest ten poziom ścigania i techniki co w górach. Tu każdy z ulicy ma przejechać trasę. Jedziemy tak do pierwszego podjazdu. Asfalt pnie się w górę i to chyba podjazd na Dwa mosty czy jakoś tak. Pamiętam chyba kiedyś go pokonywałem już. Leje się ze nie, bo temperatura powietrza to jakieś 28 stopni. Uzupełniam płyny i ruszamy dalej pięknym zjazdem. Wszystko to albo szuter, albo asfalt. Nic z techniki. Koniec zjazdu bufet i w lewo Petrovka. Z początku pomyślałem sobie "eeee co to za gadanie, że to jakiś kultowy podjazd" Zaledwie 2,5km jakoś a mi zajęło pokonaie blisko 40-50 minut. Jadę jakieś 500m po czym robi się tak stromo, że muszę podprowadzić. Wsiadam znowu...100m i nie daję rady idę. Sikam w krzaki aby być lżejszy. Próbuję jechać dalej....nie ma mowy po 40km w nogach ten podjazd nie jest dla mnie. Wjeżdżają nieliczni. W końcu jest zakręt. Wsiadam i jadę w dół. Co chwilę trzeba przeskoczyć próg odprowadzający wodę, bo wystaje jakieś 10-15cm. Podprowadzając pod Pertovkę mija mnie znajoma zawodniczka więc to daje do myślenia, że jestem daleko w tyle. Potem na jakieś 5km do mety na podjeździe widzę jej plecy więc. Staram się dogonić....dupa zbita jedzie identycznie jak ja. 1km do mety sekcja techniczna w lesie jest w porządku coś co lubię. Widać ona tam zwolniła, bo prawie siadam na kole, ale wjeżdża pierwsza a ja 2-3 sekundy po niej. 

Padam prawie na twarz, bo ostatnie km naprawdę jechałem na 100%. Wynik? Do bani. Widać, że odpuściłem rower i treningi, ale wiem, że nie osiągnę już w tym sezonie nic lepszego. 3.58 open 219/328 i w m3 85/123 czyli jakieś 3/4 stawki. Trochę zmyliła mnie ilość zawodników na starcie, bo stojąc w 3 sektorze przez cały wyścig minęło mnie dość mało osób...jak patrzę w wyniki to widzę, że większość pojechała na mini. Co tu pisać trzeba jeździć. Wrzesień to 3 wyścigi i to tydzień w tydzień. Polanica, Karpacz i Istebna. Potem może jeszcze Świeradów w październiku...zobaczymy jak wyjdzie końcówka sezonu. Potem już tylko śnieg i depresja;)

B.

środa, 25 lipca 2012
Karpacz - Powerade Marathon 2012

Minął miesiąc od mojego ostatniego maratonu, a ja dopiero dodaję wpis. Nia ma o czym pisać dlatego nie spieszyłem się z relacją z tego wyścigu. Trasa okrzyknięta jako sławna, rewelacyjna, pure mtb itd etc.... już na kilka tygodni przed startem. Nastawiłem się mega pozytywnie i chciałem zobaczyć co mnie czeka. Przygotowałem sprzęt...zmieniłem napęd, opony, aby wszystko grało i bym mógł jechać nie myśląc o niczym innymtylko o pięknej trasie...

Już pierwszy zjazd sprowadzałem z powodu korków na trasie. Potem nie było lepiej, część trasy idę z rowerem za innymi, bo nie da się jechać. Ktoś sprowadza, ktoś podprowadza i robimy pielgrzymkę... Jest bardzo ciasno na trasie. Robię wszystko aby móc jehać chociaż trochę, ale czasami się nie da. Po kilkunastu kilometrach pytam sam siebie gdzie do cholery jest ta wspaniała trasa? Siły mam więc jadę myśląc o dojechaniu do mety w jednym kawałku. Ludzie z którymi jadę to chyba jakaś końcówka, bo zupełnie ich nie znam. W głowie mam myśl, że jestem na samym końcu. Kolejny karkołomny zjazd z buta...wsiadam na rower, ale łańcuch mi się kleszy, coś trzeszczy ....patrzę do tyłu, a przerzutka z tyłu nie ma kółka....nie da się nic zrobić. Dla mnie wyścig kończy się koło 25km. Resztę trasy zrezygnowany pokonuję podchodząc albo wsiadam i toczę się delikatnie z góry. Całe szczęście po jakiś 40 minutach dochodzę do centrum Karpacza...jedni jadą dalej...ja skręcam na stadion. DNF.

W domu wypucowałem rower i stoi tak do dziś. Wkręciłem tylko śrubę ze starej przerzutki Altus i stare kółko. Okazuje się, że śrubka do kółka albo kosztuje 30 zł, albo nie jest dostępna. Pojechałem na urlop, wróciłem i rower stoi jak stał. Wczoraj chciałem wyregulować, przerzutkę, ale cisnąłem wszystko w kąt. Nie mam motywacji już na ten sezon i chyba odpuszczę. Gdyby nie zobowiązanie w teamie na minimum 6 startów już bym w tym roku nie wsiadł na rower. Chyba jestem zmęczony kolarstwem i potrzebuję odpoczynku...zwłaszcza, że na urlopie nie zregenerowałem sił. 

Mam nadzieję, że ochota na dwa kółka jeszcze przyjdzie, bo jak nie ścigam się to nie czuję się najlepiej.

B.

piątek, 25 maja 2012
Wałbrzych - Powerade Marathon 2012

"Tam gdzie świat już kończy się
Wałbrzych dzisiaj wznosi się
Czarne słońce co dzień wschodzi
Czarne miasto czarnych ludzi"

Tak swego czasu śpiewał wałbrzyski zespół Defekt Muzgó. Pochodzę ze Świdnicy i często bywałem tam i muszę powiedzieć, że coś w tym jest, bo to miasto zawsze odstraszało mnie:) Miasto miastem, ale ja pojechałem na kolejny maraton z cyklu GG, a nie aby zwiedzać;) Wałbrzych miał zastąpić Głuszycę, w której zawsze źle mi się jechało więc jechałem trochę z duszą na ramieniu czy i tym razem nie zaliczę zgonu na trasie. Pogoda idealna niebieskie niebo i jakieś 26 stopni. Jadę tym razem już z 4 sektora, ale co tam skoro jest przejazd przez miasto i start ostry...i tak się wszyscy wymieszali;)

Jak wjechaliśmy w las i szutrową drogę wiedziałem, że to już czas przebijać się do przodu. Tumany kurzu, pyłu itp...rewelacja. Jest adrenalina. Zaczynamy podjazd trochę się tasuję z innymi i jadę w swoim tempie, ale na pulsometrze miga mi 102-104% więc luzuję, bo coś za bardzo serce pracuje. Trochę pod górę trochę z góry i mija szybko 10 km. Moja rozpiska na ramie mówi, że za chwilę tunel;) Jadę jeszcze jakieś 5 minut i jest....najdłuższy tunel w Polsce 1.6km...zapinam koszulkę i wjeżdżam w mrok. Lampy są na tyle daleko od siebie, że jadę po ciemku i zwalniam, bo tracę orientację czy jestem z lewej, prawej czy może na środku? Dziwię się trochę tym którzy decydują się w takich warunkach wyprzedzać....Gdzieś w śrdoku przejazdu ściągam okulary, bo już nic nie widzę nawet światełka:) W końcu tunel wypuszcza nas na światło dzienne ufffff. Za tunelem korek. Każdy wchodzi z rowerem na plecach...tracę jakieś 3 minuty. Jadąc dalej zaczyna mi się przypominać dzieciństwo...cholera skąd ja znam tę trasę. Mega szybki zjazd szutrem...pewnie zaraz będzie asfalt i podjazd w las....taaaak pamiętam to jeździłem tu prawie codziennie za czasów jak mieszkałem w Świdnicy:) Łza się w oku kręci jak się wraca na stare śmieci;) Trasa męczy mnie...ale jedzie mi się dość dobrze. Mam moc. Nic nie boli więc gdzie się da to cisnę. Za chwilę znowu podejście tak strome, że osoba przede mną ledwo co daje radę wejść. Jak jest podjazd musi być i zjazd;) Trasa wyciska ze mnie 7 poty. Na bufetach tankuję do pełna i wciągam żele. Mam lekką dezorientację, bo po wyjeździe z tunelu pada mi licznik i resetuję go na 15 km przy bufecie. Od tamtego czasu liczę z rozpiską +15 i - 15:) czas szybko mija, bo jak liczę to jeszcze 10km i meta? Co? Tak szybko? Jadę cały czas w tym samym towarzystwie. Super techniczne zjazdy, których nie zjechałbym jakbym nie jechał na maratonie:) Jakieś 10km do mety mija mnie już giga na pięknym trawersie ciągnącym się w nieskończoność. Po nim już tylko prawie prosta do mety i z górki więc cisnę na maxa. Dwa razy prawie mylę trasę i uciekają mi sekundy....w końcu przegrywam sprint z innym zawodnikiem...No cóż nie jestem Cavendishem i zawsze miałem z tym problem. Czas 4.03.08 Open 201/408 i M3 90/169. Jak nie patrzeć środek stawki. W tamtym roku zbliżałem się bardziej w stronę tej lepszej połowy, ale i tak jest dobrze. Do myjek nie ma kolejek, makaron smakuje lepiej, słońce pali...czego chcieć więcej?

Po tym wyścigu dochodziłem do siebie jakieś 3 dni. Czułem zmęczenie i lekki ból mięśni. Trasa była super męcząca i ja takie lubię. Dobrze, że nie padało. Mam tylko jedno "ale" nie rozdzielono dystansu mini i po kilku km czołowi "miniacy" dojechali do mega i strasznie kozaczyli...mijanka na trzeciego, rozpychanie się i ogólne cwaniakowanie...nie lubię tego...to nie Bikemaraton.

Za miesiąc dopiero Karpacz. Trzeba wymienić w tym czasie trochę sprzętu, bo kiedyś trafi kosa na kamień:) 

B.

wtorek, 15 maja 2012
Złoty Stok - Powerade Marathon 2012

To mój pierwszy start w tym roku, którego obawiałem się przez to, że w zimie nie robiłem nic co przygotowałoby mnie do sezonu. Pogoda dopisała, a sam maraton dość szybko minął. Niecałe 40km w temperaturze bliskiej 30 stopni. Cel był taki aby jechać i nie ujechać się już na starcie. Swoje tempo do końca, aby zobaczyć jaką prezentuję formę.

Brak startu w Murowanej umiejscowił mnie w ostatnim sektorze. Już na pierwszym podjeździe trochę musiałem podprowadzić, bo zrobił się mały korek. Dalej już było tylko góra i dół. Jechało mi się dobrze...trasa z zeszłego roku pasuje mi. Pierwszy techniczny zjazd pokonuję w 90% w siodle. Potem kawałek sprowadzam, aby nie zaliczyć gleby. Czy ja kiedyś tam będę jechał jako pierwszy a nie non stop za kimś? :) Mijam sporo osób....po pierszym bufecie jest chyba podjazd łąką, więc wrzucam na młynek i kręcę w pełnym słońcu. Mam masę energii i nie czuję za bardzo zmęczenia. Przyciskam trochę, aby dogonić chociaż osoby w zasięgu wzroku. Przede mną grupka koło 8 osób do której urywam się uciekając samotnie jakieś 500m. Na szczęście nikt mnie nie goni. Zbliża się końcówka, bo już zjazd z Borówkowej....to jest niesamowita rzeźnia. Kierownicę wyrywa z rąk, amortyzator pracuje na 100%, ręce bolą, pieką, trzęsą...masakra. Koniec...jeszcze tylko ten 20% podjazd...dla mnie z buta nie mam sił...Grzegorz informuje, że jeszcze 300m i zjazd...ma rację. Tu wrzucam na blat i robię wszystko aby odjechać jak najdalej od osób za mną. Niestety jakiś 1km przed metą dopadają mnie 2 dziewczyny i 2 chłopaków. Razem wjechaliśmy na metę mijając powoli karetkę, która zabierała jakąś kobietę (chyba). 

Czas? 3.01.27 h czyli blisko 3 minuty w plecy względem zeszłego roku. open 276/500 i M3 112/210. Miejscowo i czasowo bez rewelacji. Przywykłem do takich wyników. Jednak cieszy mnie to, że dalem radę pojechać jak w zeszłym roku nie robiąc prawie nic w zimie. 

Mam nadzieję, że forma teraz będzie rosła i w przyszłą sobotę pojadę dobrze w Wałbrzychu. Podobno to trasa Głuszycy w której zawsze, ale to zawsze miałem mega blokadę na wszystko. Może zmiana miejscowości przyniesie mi szczęście;)

B.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
statystyka button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl